Apelacja w sprawie o ryczałt za nocleg – pierwsza rozmowa z klientem

Dariusz Szczecina        06 września 2016        Komentarze (0)

  • Dzień dobry czy mogę z Radcą Prawnym Dariuszem Szczecina?
  • Dzień dobry. Przy telefonie. Słucham.
  • Panie mecenasie nazywam się Jan Kowalski i jestem kierowcą zawodowym. Od pond 15 lat pracuję w transporcie. Głównie jeżdżę na trasach międzynarodowych: Niemcy, Francja, Hiszpania i Wielka Brytania, a czasem Włochy. Czytałem na postoju Pana bloga i mam do Pana pytanie (chyba wiem jakie bo tutaj z reguły pojawia się pytanie o to czy zajmuję się na co dzień sprawami kierowców zawodowych).
  • Słucham Pana.
  • Panie Mecenasie, czy zajmuje się Pan sprawami kierowców zawodowych o ryczałt noclegowy i o nadgodziny? (wiedziałem, szkoda, że to nie Lotto bo byłbym milionerem!!!)
  • Wie Pan, właśnie dlatego prowadzę tego bloga bo prowadzę takie sprawy. Ale spokojnie nie Pan pierwszy o to pyta chociaż napisałem nawet osobny artykuł na ten temat „Tak prowadzę sprawy kierowców”
  • Aha, no to świetnie, bo wie Pan mam taką sprawę.
  • Niech Pan mówi.
  • Wie Pan kiedy zaczęło się robić głośno o ryczałtach za nocleg to razem z kolegami zdecydowaliśmy się na założenie spraw w sądzie. Było to o tyle łatwe, że na każdym parkingu pełno było naganiaczy, którzy obiecywali, że w tych sprawach nie można przegrać, i że prowadzą takie sprawy bez wynagrodzenia, a żyją z procentu od wygranej Nie wiem kto to był, ale w końcu po kolejnych namowach ulegliśmy.
  • No cóż nie Pan jeden. Mam tylko nadzieję, że dalsza część Pana opowieści będzie inna niż u większości Pana kolegów.
  • Tak, a jak jest u innych?
  • To za chwilę. Na razie niech Pan mówi o Pana sprawie.
  • Dobrze. Podpisaliśmy umowę i wzięli od nas umowy o pracę i świadectwa pracy.
  • Oryginały?
  • Nie, tylko kopie.
  • To dobrze.
  • No i tyle. potem okazało się, że sprawy zgodnie z obietnicą trafiły do sądu pracy. Byliśmy z kolegami na pierwszej rozprawie, ale to tylko dlatego, że sami dopytywaliśmy się kiedy i gdzie to będzie. Potem wiem, że była jeszcze przynajmniej jedna rozprawa. Ta firma z parkingu obiecywała, że mają najlepszych prawników w Polsce. No i wie Pan co się stało. Zadzwonili do mnie w zeszłym tygodniu, że mamy już wyrok, ale nie wygrałem. Spytałem się wtedy dlaczego skoro przecież byli pewni wygranej, a oni mi powiedzieli, że Sędzia był od samego początku przeciwko, a oni dali z siebie wszystko. Powiedzieli, że mają już wyrok z pisemnym uzasadnieniem, ale oni mimo najlepszych chęci nie widzą możliwości wniesienia apelacji. Jutro mam do nich podjechać po dokumenty.
  • No cóż to dość typowe. Niech Pan powie, czy widział Pan pozew? Czy wie Pan jakie składali wnioski dowodowe? Czy wie Pan kto prowadził tą sprawę?
  • Nie, nie widziałem żadnych dokumentów w mojej sprawie. W ogóle kontakt z tą firmą był żaden. Nie odbierali telefonów. Sami nie dzwonili z żadnymi informacjami. Ja, ani nikt z kolegów nie mieliśmy też żadnego kontaktu do tego naszego prawnika, który był na tej jednej rozprawie.
  • A niech Pan powie czy to był radca prawny czy adwokat?
  • Nie wiem. To był jakiś młody chłopak.
  • Aha, a czy miał na sobie togę? Wie Pan taką czarną „pelerynę” jak sędzia?
  • Nie. Był w garniturze, ale nawet się nie przedstawił. Sam też niewiele mówił na rozprawie.
  • Ok. Proszę posłuchać. Prawdopodobnie ta firma, której powierzył Pan prowadzenie sprawy to nie żadna kancelaria prawna, ale po prostu ludzie, którzy wyczuli interes i mieli nadzieję, że Sądy będą masowo zasądzały ryczałty noclegowe i to w każdej sprawie, bez oglądania się na dokumenty. Niestety, ale Pana historia jest jedną z wielu, która tak się skończyła.
  • No dobrze, ale czy można coś z tym zrobić?
  • To zależy …
  • Od czego?
  • Wie Pan każdy prawnik udzielając odpowiedzi przez telefon na początek powie, że to zależy (;-)). To czy mogę Panu pomóc w Pana sprawie zależy przede wszystkim od tego jak dotychczas była prowadzona Pana sprawa o ryczałt. Nie ma Pan jeszcze w ręku dokumentów z tej sprawy?
  • Nie. Dopiero jutro do nich się wybiorę po papiery.
  • Ok. Proszę zrobić to jak najszybciej. Niech Pan koniecznie zadzwoni do mnie po wyjściu od nich. To czy mogę Panu pomóc zależy nie tylko, od tego co zrobiono dotychczas w Pana sprawie, ale także od czasu?
  • Dlaczego od czasu?
  • Ponieważ na wniesienie apelacji mamy jedynie 14 dni od dnia doręczenia Pana pełnomocnikowi pisemnego uzasadnienia wyroku. Po upływie tego terminu już nikt nie będzie Panu w stanie pomóc. Proszę zatem ustalić przede wszystkim to, kiedy odebrali uzasadnienie wyroku na piśmie i zadzwonić do mnie. Wtedy się umówimy.
  • Dobrze. Dziękuję bardzo. Jutro do nich podjadę i do Pana zadwonię. Do widzenia.
  • Do zobaczenia i życzę szczęścia.

Dalsza część tej rozmowy zależy od tego co ustalisz u swojego pełnomocnika. W kolejnych wpisach opiszę przynajmniej dwa warianty dalszego ciągu tej historii. Jeden będzie optymistyczny. Przynajmniej jeden będzie pesymistyczny.

Takie życie.

 

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: