Delegacje i podpis in blanco

Dariusz Szczecina        26 sierpnia 2016        3 komentarze

Co raz kolejny kierowca zadaje mailowo pytanie dotyczące dokumentów delegacyjnych podpisywanych in blanco. Oto jeden z takich maili:

Dzień dobry. Szef wymaga wpisywania w kartę delegacji dat wyjazdów i podpisów. Pod spodem jest rubryka na wyliczenie kosztów, ale tego już nie przedstawia. Karty zabiera i nie wypłaca delegacji. Wypłaca jedynie podstawę i X% od frachtu.

Czy takie karty delegacyjne podpisywać bez rozliczenia?

Czy karty delegacyjne podpisane in blanco są dowodem, że pracodawca wypłacił mi delegacje, ewentualnie czy można, np. z pomocą świadków, którzy potwierdzą taką praktykę, wykazać, że pieniądze nie zostały mi wypłacone i odzyskać pieniądze z tych delegacji? Dziękuję za odpowiedź.

Ten temat nie był jeszcze poruszany w moim blogu. Do tej pory odpowiadałem na takie pytania w mailu, ale to pytanie pojawia się tak często, że chyba już czas najwyższy opisać czy warto podpisywać in blanco karty drogowe, karty delegacyjne, karty trasowo miejscowe i inne.

Najpierw jednak posłuchaj historyjki:

W roku pańskim 1410 pomiędzy królem polskim Władysławem Jagiełło a wielkim mistrzem zakonu Krzyżaków Ulrychem von Jungingen miało zostać zawarte porozumienie, które miało na celu zapobiec wojnie, która niechybnie wisiała w powietrzu. Negocjacje trwały długo i już nad ranem kiedy osiągnięto kompromis król oraz wielki mistrz zmorzeni snem postanowili złożyć swoje podpisy pod traktatem pokojowym, który mógł zapobiec niepotrzebnemu rozlewowi krwi, po czym rozeszli się do swoich namiotów. Kiedy nad polami Grunwaldu wstawał świt, obaj władcy kładli się spać z przekonaniem, że sprawa została przez nich dogadana. Każdy z nich pod poduszką miał bowiem podpisany przez drugą stronę traktat mający zagwarantować pokój i pomyślność.

Niestety ów trakat zawierał jednak jedno puste pole. Pole mało znaczące bo dotyczące jedynie ilości nagich mieczy, które krzyżacy mieli przekazać królowi polskiemu w celu uniknięcia wielkiej bitwy. Miłościwie panujący król Władysław Jagiełło „marzył” o 3 mieczach (i kładąc się spać był pewien, że również mistrz wyraził zgodę na taką ich ilość). Wielki mistrz był z kolei przekonany o tym, że miecze, które przekaże Polakom i Litwinom będą jedynie 2.

Kiedy wojska stały już w pełnym rynsztunku naprzeciwko siebie, zarówno król Jagiełło jak i wielki mistrz mieli powody przypuszczać, że to tylko prężenie muskułów dla pozoru. Przecież każdy szczegół traktatu został przez nich szczegółowo uzgodniony. Każdy z wyjątkiem ilości mieczy, które Krzyżacy mieli przekazać mądremu i roztropnemu królowi Władysławowi.

Jakie było zatem zdziwienie króla, gdy krzyżackie poselstwo przekazało mu nie 3 a jedynie 2 nagie miecze … (?) Król nie miał więc wyboru.

Każdy z nas zna dalszy ciąg historii. Bitwa, wygrana przez wojska polskie i litewskie, oblężenie Malborka itp. Tego wszystkiego możnaby uniknąć gdyby traktaty nie zostały podpisane in blanco. Oczywiście zarówno król jak i wielki mistrz uparcie twierdzili, że to ten drugi nie ma racji, ale co z tego skoro rozmowy prowadzili w cztery oczy, bez świadków.

W cztery oczy i bez świadków, a więc właśnie tak jak Ty podpisujesz in blanco swoje delegacje i inne dokumenty związane z rozliczaniem twoich podróży służbowych.

Komu zaufać? Pracodawcy czy pracownikowi ? Temu z prawej czy temu z lewej ? Temu który wnosi o dowód ze świadków ze swoich kolegów kierowców czy temu, który wnosi o dopuszczenie dowodu ze świadków swoich pracowników (w tym także kierowców) ?

Odpowiedzi na takie pytania brak. O wszystkim zdecyduje Sąd po wszechstronnym rozważeniu materiału dowodowego. Zgodnie bowiem z treścią art. 233 § 1 kodeksu postępowania cywilnego

Sąd ocenia wiarogodność i moc dowodów według własnego przekonania, na podstawie wszechstronnego rozważenia zebranego materiału.

Jak zatem ocenić zachowanie dorosłego i zdrowego człowieka, który podpisuje dokument in blanco? Przecież osoby dojrzałe i rozsądnie myślące tak nie postępują. Skoro Sąd bierze pod uwagę zasady logicznego myślenia oraz doświadczenie życiowe to trudno założyć, że Sąd uwierzy właśnie Kierowcy. Przecież podpisywanie dokumentów in blanco nie jest ani logiczne, ani powszechne.

Mam zatem tylko jedną radę. Nie podpisuj dokumentów in blanco. Tak dla własnego dobra.

Ryczałt za pracę w godzinach nadliczbowych kierowcy … warto powalczyć

Dariusz Szczecina        24 sierpnia 2016        3 komentarze

Jesteś kierowcą zawodowym. Pracujesz w ruchu krajowym lub międzynarodowym. Przewozisz przeróżne towary od materacy po samochody. Twoje auto jest wprost z salonu lub nawet 13 letnie. Jesteś młodym kierowcą lub też takim z wieloletnim doświadczeniem. Jeździsz dużo lub bardzo dużo …

Różnic pomiędzy poszczególnymi kierowcami oraz ich warunkami pracy jest wiele. Prawie każdy z Was ma jednak w umowie o pracę zapis, że składnikiem wynagrodzenia jest ryczałt za pracę w godzinach nadliczbowych.

Ryczałt za nadgodziny. Brzmi ciekawie, ale stawki tego ryczałtu z reguły ciekawe już nie są. Spójrz proszę do swojej umowy o pracę, którą pewnie masz ze sobą w ciężarówce i powiedz ile wynosi twój ryczałt za pracę w nadgodzinach?

Sprawdzałem umowy o pracę setek kierowców. Treść umów jest z reguły podobna. Wysokość ryczałtu za pracę ponad obowiązujące pracownika normy czasu pracy jest prawie zawsze symboliczna.

Ile wynosi ryczałt za nadgodziny? Różnie bo przecież ustala go sam pracodawca. Kwoty to 100 zł, 150 zł, 175 zł, ale równie dobrze i 5 000 zł (tutaj jednak poniosła mnie fantazja). Nie chcę generalizować, ale z reguły wysokość ryczałtu za nadgodziny to ok 150 do 200 zł.

Spójrz teraz na swoje wynagrodzenie zasadnicze, które z wielkim prawdopodobieństwem jest równe minimalnemu wynagrodzeniu za pracę. Podziel to wynagrodzenie zasadnicze przez ilość godzin wymiaru czasu pracy w danym miesiącu. Uzyskasz wartość jednej godziny swojej pracy.

Spójrz teraz proszę na wydruki lub pliki z tachografu lub twojej karty kierowcy. Ile godzin czasu pracy (jazda + młotki) miałeś w ubiegłym miesiącu, dwa, trzy czy cztery miesiące temu?

Porównaj teraz wysokość twojego ryczałtu za nadgodziny z iloczynem godzin nadliczbowych i stawki za jedną godzinę twojej pracy.

Nie jestem wróżką, ale prawie na pewno twój ryczałt za nadgodziny jest dużo niższy niż wartość wynagrodzenia za pracę w nadgodzinach, które powinno zostać Tobie wypłacone !!! Różnica to czasem 100 %, czasem 300 % ale nierzadko także i 1 300%. To twoje wynagrodzenie, które powinno być Tobie wypłacone.

Teraz do uzyskanej kwoty dolicz jeszcze minimum 50% więcej (to dodatek za pracę w godzinach nadliczbowych, który może wynosić właśnie owe 50% albo i 100%).

Czy możesz zatem domagać się zapłaty wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych skoro pracodawca wypłaca tzw. ryczałt za nadgodziny?

Możesz. Pamiętaj, że z istoty ryczałtu wynika, że określa on wartość wynagrodzenia jedynie w sposób przybliżony. Jeżeli wysokość ryczałtu znacząco odbiega na niekorzyść pracownika od wysokości wynagrodzenia przysługującego stosownie do liczby godzin nadliczbowych rzeczywiście przepracowanych, to pracownik może żądać ich uzupełnienia. Sąd Najwyższy stwierdził, że

jeżeli pracodawca może spełniać świadczenie pieniężne w formie ryczałtu, to ryczałt ten powinien odpowiadać, choćby w przybliżeniu, świadczeniu, które przysługuje pracownikowi na ogólnych zasadach (wyrok SN z dnia 1 grudnia 1998 r., I PKN 464/98, OSNAPiUS 2000, nr 2, poz. 50).

 

P.S.

Pamiętaj o regularnym sczytywaniu karty kierowcy. To twoja karta, a jej głównym celem jest ewidencjonowanie twojego czasu pracy. Zrób to gdziekolwiek lub u mnie w Kancelarii.

To mnie wyróżnia od innych …

Dariusz Szczecina        22 sierpnia 2016        4 komentarze

Piszę pierwszy raz po baaaaaaardzo długiej przerwie. Przepraszam i mam nadzieję, że takie długie przerwy już mi się nie przydarzą. Powodu nie trzeba szukać daleko. To sprawy o ryczałt noclegowy i inne roszczenia kierowców zawodowych, którymi po prostu należało się porządnie zająć.

Od podjęcia uchwały Sądu Najwyższego z dnia 12 czerwca 2014r. upłynęły już ponad dwa lata. Ten czas pozwolił na zweryfikowanie rynku usług prawników, którzy zajmowali się tematem ryczałtu za nocleg. Ta weryfikacja odbywała się kosztem klienta czyli kierowcy takiego jak Ty i była ona niestety bardzo często negatywna dla kierowcy.

To nie jest wina kierowcy. To często wina pełnomocnika, ale najczęściej naganiaczy i tak zwanych kancelarii (prawników) parkingowych, którzy masowo pozyskiwali sprawy obiecując złote góry, a nie oferując tego co najważniejsze, tzn. zdrowego rozsądku i profesjonalnego podejścia do sprawy o ryczałt. Obiecywanie każdemu kierowcy wygrania sprawy bez oglądania się na dokumenty to oszustwo. W sprawie takiej jak ryczałt za nocleg (ale także w takiej jak nadgodziny czy dyżury) podstawą powinno być dokładne ustalenie jakimi dowodami dysponuje kierowca, jakie dowody należy pozyskać jeszcze przed rozpoczęciem sprawy czyli to wszystko co zmierza do ustalenia stanu faktycznego sprawy (trzeba ustalić czy pozew o ryczałty ma sens). Niestety wiele podmiotów, które podejmowały się prowadzenia sprawy o ryczałty za nocleg nie miało na to albo ochoty, albo pieniędzy, a może także świadomości co należy zrobić.

Najlepszym tego przykładem są pozwy. Tak, pozwy, które były tworzone seryjnie bez jakiejkolwiek refleksji nad ich treścią. Pozwy, które były takie same niezależnie od tego czy czy chodziło o sprawę o ryczałt noclegowy czy o wynagrodzenia za pracę w nadgodzinach. Dla niektórych to „takie  same sprawy” (?!?!?!?!?!) więc i pozew może być taki sam (o zgrozo!!!). Te pozwy były także takie same niezależnie od tego kto był pozwanym (tj. w jakiej firmie pracował kierowca). Wreszcie te pozwy były tak skąpe w treści, że już na pierwszy rzut oka widać, że ktoś się nie przyłożył. Pozew bez dowodów i załączników, który liczy półtorej strony w sprawie o ryczałty? Kpina, ale niestety takie pozwy były masowo składane w Sądach.

Nie wspomnę już o pomyłkach w oznaczeniach stron itd. (ale czego oczekiwać od osoby, która nawet nie sprawdziła treści wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego (tam szukamy pełnych informacji o pozwanych spółkach) lub Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (jeżeli szukamy informacji o pozwanym będącym osobą fizyczną)).

No i teraz powiedz, ale tak szczerze. Gdybyś był Sędzią to jak byś potraktował taki pozew? Jak byłbyś nastawiony do takiego pełnomocnika Kierowcy, ale i do samego Kierowcy? Czy na bazie takiego pozwu zasądziłbyś na rzecz Kierowcy parędziesiąt tysięcy złotych? Ja nie. A ty?

W sprawie cywilnej nie chodzi jednak tylko o sam pozew. Ważne są także dalsze pisma procesowe, dalsze czynności, wnioski, oświadczenia, ale przede wszystkim dowody i sposób ich przeprowadzenia. Wszystko to zabiera mnóstwo czasu, a w połączeniu z miejscem prowadzenia samej sprawy (które często jest na drugim końcu Polski i gdzie trzeba po prostu dojechać) tłumaczy skąd moja przerwa w pisaniu.

Uff, tyle na razie. Kolejne wpisy już wkrótce. Pozdrawiam tych w saunach na kółkach.

P.S.

Sędziemu dużo łatwiej wczuć się w sytuację Kierowcy latem. Szczególnie kiedy orzeka w nieklimatyzowanej sali rozpraw.

Duma narodu. PKP Intercity

Dariusz Szczecina        30 listopada 2015        3 komentarze

Staram się być osobiście na rozprawach moich klientów. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, ale w takim przypadku klient wie dużo wcześniej o tym kto mnie zastąpi i ma pewność, że mój substytut (zastępca) będzie dobrze przygotowany.

Sprawy kierowców zawodowych zmuszają mnie do podróżowania po całym naszym pięknym kraju. Nie wszędzie można dojechać pociągiem, ale jeżeli to możliwe, to stawiam właśnie na kolej. Po prostu dużo łatwiej stawać w sądzie bardziej wypoczętym, a nie po kilku godzinach za kółkiem. Poza tym czas w pociągu jest prawie zawsze przeznaczony na tę jedną konkretną sprawę, na którą akurat jadę. Te klika godzin spokoju jest po prostu bezcenne i daje mi niesamowity komfort, że stanę na rozprawie doskonale przygotowany. Jeżeli oczywiście uda mi się dotrzeć do Sądu … a dzisiaj to się nie udało, po raz pierwszy i mam nadzieję że po raz ostatni. To duże rozczarowanie nie tylko dla mnie ale przede wszystkim dla klienta. Pozostaje jedynie przeprosić. Panie Pawle, Pani Elżbieto, przepraszam a jednocześnie dziękuję za wyrozumiałość i okazane zrozumienie.

Podziękuję za tę sytuację PKP Intercity, któremu droga z Katowic do Zabrza zajęła 1 godzinę i 40 minut. Przy odległości około 16 kilometrów daje to zawrotną prędkość … żółwia. O której pociąg dojechał do Wrocławia nawet nie wiem. Po konsultacji z klientem zakończyłem swoją podróż właśnie w Zabrzu, bo co komu po prawniku w pociągu, a nie na rozprawie.

Mamy być dumni z włoskiego Pendolino, ale moja dzisiejsza przygoda pokazuje, że nie chodzi o zawrotną prędkość, ale o jako taką punktualność. Jechać dwa razy dłużej niż pokazuje rozkład jazdy, i to na jednej z ważniejszych tras kolejowych? Dla mnie to spora przesada.

A co do Pendolino to dzisiaj na dworcu w Katowicach (kiedy już wracałem z Zabrza), jeden skład odjeżdżał bardzo powoli z peronu. Odjeżdżał, ale z niesprawnym przednim reflektorem.:-(

W całej tej sytuacji szczególnie dołował brak pełnej informacji od obsługi pociągu. Sam czułem się idiotycznie latając po pociągu z ciężką torbą za konduktorem, ale w końcu zdobyłem informację, że pociąg będzie opóźniony nie pół godziny a ponad dwie i to przy dobrych wiatrach !!!. Szkoda tylko, że dowiedziałem się o tym dopiero w Zabrzu, a nie już na dworcu w Katowicach. Tam miałbym przynajmniej szansę na inny transport. Co innego podróżujący koło mnie Hiszpanie. Ale przecież po co komu komunikaty, a już tym bardziej po angielsku.

Ps. pisałem ten tekst wkurzony już w pociągu. Złość już mi przeszła, a teraz górę bierze ciekawość. Ciekawość jak PKP rozpatrzy moją reklamację.

I jeszcze uprzedzając komentarze, które pojawiały się  pod wpisem Nowy partner bloga – www.trackerinfo.eu. Tak wiem, że ten wpis nie jest merytoryczny, ale ten blog to przecież nie podręcznik anatomii. Widział ktoś wpisy merytoryczne np. w blogach o modzie? Raczej nie, a przecież mają się całkiem dobrze 😉

Pozdrawiam ciepło i (już) spokojnie.

27 kilobajtów szczęścia

Dariusz Szczecina        15 października 2015        16 komentarzy

Karta kierowcy.DDD

Mówiłem już o tym wielokrotnie np. tutaj i tutaj

Opowiadam to niemal każdemu z kierowców zawodowych, którzy zamierzają powalczyć w Sądzie z pracodawcą…

Nasłuchałem się o tym na niemal każdej rozprawie kierowcy, w której brałem udział…

Na pewno Ty lub któryś z twoich kolegów, żona, dziewczyna, a może nawet twoja córka lub syn w podstawówce, nosicie w swojej kieszeni smartfona. Małe, poręczne urządzenie, a daje możliwość przechowania dużej ilości filmów, zdjęć czy danych. Mój smartfon ma pojemność „zaledwie” 8 GB a i tak wystarcza na zdjęcia z całych wakacji. Pamiętam jeszcze czasy Commodore 64 i Amigi. Tam 64 kilobajty i 1 mega Amigi robiły wrażenie.

Porównaj teraz 27 kilobajtów z tytułu, z pojemnością pamięci twojego smartfona, tabletu dla dziecka, laptopa, aparatu, prostej ramki na zdjęcia, wagą jednego zdjęcia z wakacji czy nawet pojemnością pendrive’a za 9,99 z marketu.

Ok, ale o co w końcu chodzi z tymi 27 kilobajtami ???

Otóż, 27, 26 lub 25 kilobajtów (przeważnie) to waga (objętość, pojemność – nie jestem informatykiem) jednego pliku DDD sczytanego z twojej karty kierowcy. W tym pliku znajdziesz wiele niezbędnych informacji jeżeli marzysz o wyroku zasądzającym wynagrodzenie godzinowe, nadgodziny, ryczałty noclegowe a także diety (choć tutaj zawsze jest problem).

Uwielbiam kierowców, którzy przynoszą ze sobą pliki DDD z karty. W połączeniu z innymi dokumentami daje to doskonały punkt wyjścia do dokładnego oszacowania wartości powództwa. Wielu kierowców przychodzi jednak nieprzygotowanych, z kartą ale bez plików. Wielu myśli, że sczytanie karty u mnie w Kancelarii załatwi problem. I tutaj kubeł zimnej wody – nie załatwi. Karta to nie komputer. Karta zapisuje jedynie informacje z (około) ostatniego roku (czas pracy) i ostatniego miesiąca (miejsca rozpoczęcia i zakończenia pracy). Jeżeli zatem myślisz o dochodzeniu roszczeń na poważnie to dobrze byłoby gdybyś miał te pliki DDD.

Powiesz może, że przecież to pracodawca, a nie ty, musi martwić się o sczytanie karty i tachografu, a także o przechowywanie plików z danymi.  Masz rację. Twój szef przechowuje pliki, ale jedynie przez 12 miesięcy, a potem nie musi już ani ich przechowywać, ani udostępniać.

Często w sądzie słyszę:

Wysoki Sądzie, pozwany zatrudnia ponad setkę kierowców. Niestety, ale mimo naszej najlepszej woli, z powodu ograniczeń technicznych pozwany nie ma możliwości przechowywania plików DDD z karty kierowcy za cały okres zatrudnienia kierowcy. Wymagałoby to stworzenia przez pozwanego pracodawcy potężnej infrastruktury umożliwiającej przechowywanie tak dużej ilości informacji.

Z ostrożności zaznaczam także, że to na powodzie spoczywa ciężar dowodu w zakresie wykazania zasadności kwot żądanych pozwem.

Policzymy?

Domagasz się wydania plików DDD za 3 lata wstecz. To razem 36 miesięcy.

Firma zatrudnia nie 100 a choćby 1 000 kierowców.

Jeden plik z karty kierowcy ma pojemność ok. 27 kilobajtów.

36 miesięcy *1000 kierowców *27kb = 972 000 kb. Daje to zatem 972 Megabajty (1 Mb = 1 000 kb).

A teraz pytanie otwarte dla każdego z Was, a także dla pełnomocników, którzy być może odwiedzą tę stronę, Sędziów, ale i miłościwie nam panujących polityków.

Pliki DDD dotyczące jak wielu kierowców (i to za okres 3 lat), można pomieścić w twoim przenośnym, prostym i coraz tańszym urządzeniu, które nosisz na codzień w kieszeni ?

PS.

Tylko nie mów, że chciałbyś odczytać pliki z twojej karty kierowcy, ale nie wiesz czy i gdzie możesz to zrobić. W razie czego pliki odczytasz także u mnie w Kancelarii, to nie problem. Jeżeli zatem mieszkasz w takich miastach jak Tychy, Katowice, Dąbrowa Górnicza, Sosnowiec, Pszczyna lub np. Bielsko Biała to zapraszam. Nagramy plik na płytę, a nawet wydrukujemy piękny kolorowy raport.

Jeżeli jesteś z innej części Polski to też nie problem. Po sczytaniu karty kierowcy odeślę Tobie i kartę i pobrane dane.

Tylko proszę, rób to regularnie (raz w miesiącu). Ok?